Blog autorski Artura Wellsa (pseudonim artystyczny). Do tej pory ukazało się drukiem i w postaci e-booków 8 pozycji: 5 książek fantasy: „Sen Henny”, „Sen Henny Imperium Magów”, „Świat Henny”,”Granica-zbiór opowiadań”, "Skąd właściwie biorą się smoki", zestaw wierszy „Kanarek w klatce na szafie”, poradnik „Winnetou czyli krótki przewodnik po coachingu” oraz pozycja o przemijaniu i poszukiwaniu "Tańcz ze mną tango".
sobota, 25 maja 2019
Moje książki. Nr 2. „Sen Henny tom1.”
Książka Sen Henny to było moje pierwsze zmierzenie się z prawdziwą literaturą. Wybrałem „Epic fantasy”, jako mój ulubiony gatunek literacki. Pomimo faktu, że pisałem do szuflady odkąd tylko moja ręka nauczyła się kreślić literki, to zamiast korzystać z dawnych pomysłów, rzuciłem się z pasją do budowania nowego świata.
"Kontynent Henny zawsze był areną niezliczonych wojen,
intryg i romansów, które zmieniały bieg jego historii.
Nie sposób było zapanować nad emocjami i pragnieniami
tak różnych ras, które go zamieszkiwały.
Istnieje legenda, która opowiada o tym, że w początkach
jego dziejów istniał władca, który zjednoczył wszystkie ziemie
i potrafił zjednać sobie miłość i szacunek wszystkich narodów.
Legenda nie mówi o tym, kim był, ani kiedy odszedł, ani jaki
był powód jego odejścia. Może był Elfem? Może Czarodziejem?
Może jego wybranka była śmiertelnym człowiekiem, a on nie
mógł pogodzić się z jej stratą? Legenda tego nie wyjaśnia. Może
po to, byśmy mogli rozwinąć wodze naszej wyobraźni, kiedy
w chłodny wieczór przysłuchujemy się słowom pieśni granej
przez barda. Historia kończy się zapewnieniem, że nadejdzie
dzień, gdy władza znowu skupi się w rękach jednego króla,
który doprowadzi do zgody narodów i zapewni dobrobyt tej
krainie. Byli tacy, którym wydawało się, że to oni będą wypełniali
to proroctwo. Wszyscy jak dotąd się mylili…"
Oto początek historii, która porwała moją wyobraźnię i poprowadziła drogami, których nie spodziewałem się przejść pisząc pierwotny skrypt powieści. Pojawiły się w niej istoty, których wcześniej nie znałem, jak Czarni Rycerze, elita wojowników kontynentu Henny, czy Istoty Czystej Magii, których moc jest ogromna, choć ograniczona do terenów, nad którymi władają. Elfy, Czarodzieje i ludzcy królowie dopełniają listy narodów tego baśniowego świata.
Niejeden raz, po przeczytaniu wstępu, ludzie pytali mnie, czy inspiracją do napisanie tej powieści była biblijna historia powrotu Jezusa Chrystusa na ziemię w przyszłości. Odpowiedzią jest: „Oczywiście tak”. Jest to wspaniała historia połączona z nadzieją na wieczne szczęście. Gdzie szukać lepszego natchnienia?
„Najstarszy z synów hrabiego Cison, jego dziedzic, musi zrzec się dziedzictwa i wraz z dwoma braćmi opuścić rodzinny dom, aby dołączyć do grona elitarnych wojowników kontynentu Henny, Czarnego Zakonu. Staje się nieśmiertelny, lecz ceną, jaką musi za to zapłacić, jest przemiana, która wypala w nim wszelkie uczucia. Pewnego dnia spotyka na swej drodze kobietę, której miłość próbuje przebić się poprzez pozbawiony emocji pancerz Zimnego Rycerza. W tym czasie z Gór Wysokiej Magii młody czarodziej schodzi do nizinnych krain, zaś do Kapory, stolicy królestwa Kaprycji przybywa książę Elfów ciekawy świata ludzi. Każdy z nich ma swoje własne cele. Każdy z nich jest też przekonany o wyższości swego pochodzenia. Tymczasem nad kontynentem Henny zbierają się czarne chmury. Czy w momencie próby, gdy od ich decyzji zależeć będą losy świata, uda im się pokonać stereotypy i przerwać sen Henny?”
– Oto zarys fabuły. Główną myślą, która przyświecała mi przy pisaniu tej powieści, była potrzeba ukazania prawdy, że prawdziwy sukces możemy osiągnąć jedynie wtedy, gdy poświęcimy naszą pychę i egoizm na rzecz wyższej idei, akceptując przy tym fakt, że nawet jeśli ludzie bardzo się od nas różnią, to nie znaczy, że są od nas gorsi, a stereotypy na ogół nie są prawdziwe w stosunku do całości danego narodu.
Przeczytałem oczywiście wcześniej kilka książek, na temat pisania powieści, jednak nie ustrzegłem się od kilku błędów początkującego autora. Trochę zbyt dużo postaci witających czytelnika zaraz na początku historii. Bohaterowie nieco zbyt doskonali, a emocje troszkę zbyt stonowane. Na szczęście zostało mi to przebaczone i pojawił się szereg bardzo miłych dla mnie komentarzy i recenzji. Dlatego pojawiły się potem kolejne książki.
Artur Wells (Artur Tołłoczko)
sobota, 18 maja 2019
Moje książki. Nr 1. „Winnetou, czyli krótki przewodnik po coachingu.”
Poradnik ten to moja pierwsza książka. Była ona w założeniu sprawdzianem tego, jak trudno jest wydać książkę w Polsce. Drugim celem jej wydania, było moje pragnienie posiadania gotowego, krótkiego przewodnika po coachingu, który mógłbym prezentować moim klientom, podczas sesji coachingowych. Zbyt wielu z nich przychodząc do mnie nie miało pojęcia, czym tak na prawdę jest coaching. Wręczenie im tej krótkiej książeczki pozwoliło mi oszczędzić sobie i im czasu, za który przecież trzeba było zapłacić.
Okazało się, że zainteresowanie dużego wydawcy do wydania książki nieznanego autora, nawet w temacie bardzo atrakcyjnym w tamtym czasie, nie jest proste. Pozostał wobec tego selfpublishing. Tutaj pojawiło się kilka propozycji i to dość interesujących. Skorzystałem więc z tej możliwości.
Pomysł przekazania podstaw wiedzy o coachingu w formie dialogu coacha z klientką podczas wymyślonych spotkań, spotkał się z entuzjazmem ze strony moich przyjaciół i doczekał się dwóch wstępów do książki napisanych przez czołowych specjalistów z dużych międzynarodowych organizacji coachingowych, co oczywiście znacznie podniosło prestiż tego prostego przewodnika. Otrzymałem również propozycję wpuszczenia jej do jednej z wielkich sieci dystrybucyjnych prasy ale pomysł ostatecznie nie został dopięty kontraktem.
W założeniu nie jest to pozycja kierowana do doświadczonych coachów, czy innych specjalistów doskonale znających ten temat. Jak wspomniałem wcześniej, jej głównym adresatem jest człowiek, który może i coś słyszał w tym temacie, jednakże nie jest do końca pewny, na czym polega proces coachingowi i jakie są jego rodzaje. Mówiąc szczerze do dzisiaj jestem zaskakiwany niewielką wiedzą na ten temat nawet ze strony osób, które z racji wykonywanej pracy powinny doskonale się w tym zakresie orientować. Prawdopodobną przyczyną jest to, że podobnie jak przy innych „popularnych tematach”, zadowalamy się jedynie pobieżnym ich sprawdzeniem, a następnie tworzymy w swojej głowie uproszczony obraz, który niestety często znacznie różni się od rzeczywistości.
Coaching najczęściej mylony jest z psychoterapią. Nie mówiąc już o standardowym mieszaniu sesji coachingowych z psychoterapeutycznymi w pracy coachów-pyschologów. Co nie musiałoby być wcale naganne, gdyby tylko było w pełni uświadomione przez obie strony biorące udział w procesie.
Po wielu latach praktykowania coachingu sam przestałem wierzyć w wymaganą czystość procesu. Większość klientów kiedy dochodzi do przysłowiowej „ściany”, oczekuje przecież od coacha podzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem. I wtedy śmiało zamieniam czapkę coacha na kapelusz doradcy, konsultanta.
Generalnie bardzo lubię tę książkę i serdecznie ją polecam wszystkim, którzy chcą się zapoznać z podstawami tego szlachetnego procesu jakim jest coaching.
Artur Tołłoczko
sobota, 11 maja 2019
„Tańcz ze mną tango” – nowa powieść opublikowana.
Nowa powieść opublikowana. Dziękuję bardzo za patronaty medialne. Szczególne podziękowania w tym miejscu dla „Złodziejki zapisanych stron” za patronat i piękną recenzję.
Krótki wycinek z linkiem do pełnej recenzji.
„Książka jest idealna na raz. Jest to przyjemna opowieść, a autor ma prosty i lekki styl, co sprawia, że opowieść się płynie. Chociaż akcja nie pędzi łeb na szyję, kartki przewracają się same. Ja usiadłam w fotelu i odkrywałam świat z bohaterami w jedno popołudnie i wam też to polecam.
Dzięki przeskokom w czasie autor zaskakuje nas co i raz czymś nowym. Raz jesteśmy w podróży, raz na spotkaniu z szefem, a jeszcze innym razem na koncercie sprzed kilku lat. Dzięki temu zabiegowi historię poznajemy na równi z Piotrem..”
Dzięki przeskokom w czasie autor zaskakuje nas co i raz czymś nowym. Raz jesteśmy w podróży, raz na spotkaniu z szefem, a jeszcze innym razem na koncercie sprzed kilku lat. Dzięki temu zabiegowi historię poznajemy na równi z Piotrem..”
Dziękuję bardzo.
sobota, 16 marca 2019
Mordor. Dzień z życia Orka. „Terminal”
Mógłbym dokonywać rekrutacji po prostu obserwując zachowanie drugiego człowieka podczas kontroli bezpieczeństwa na lotnisku. Czasem myślę sobie, że zamiast organizować kosztowne i żmudne Assessment Center, można po prostu pójść z kimś na lotnisko.
Spoglądam właśnie na młodą kobietę, która blokuje linię układając powoli swoje rzeczy w skrzynkach, podczas, gdy taśma przed nią jest pusta, a za nią stoi kolejka kilkunastu osób spieszących się na swoje loty. Mam też przed oczyma starszego mężczyznę, który starannie układa swoje ubrania. Nie spieszy się, ale też płynnie przesuwa dalej wypełnione już skrzynki, aby uczynić miejsce dla kolejnej osoby. Pamiętam też wyraźnie młodego człowieka, który zdjął wcześniej swe wierzchnie okrycie i wyjął laptop z torby, dzięki czemu ułożenie wszystkiego w skrzynkach zabrało mu nie więcej, niż kilkanaście sekund.
Zastanawiam się, ile czasu potrzeba zwykle, aby człowiek podczas rozmowy rekrutacyjnej albo podczas pierwszych tygodni, czy może wręcz miesięcy nowej pracy, zrzucił wreszcie z siebie nałożone przedtem maski i ukazał swoje prawdziwe oblicze, z którym będziemy zmuszeni mierzyć się potem być może nawet przez całe lata wspólnej pracy? Karnawałowe maski skrywające egoizm, brak empatii dla innych, ubytek zrozumienia potrzeb otaczających nas ludzi, nieumiejętność przewidywania konsekwencji swoich działań czy po prostu zbyt mocno naciągnięte dla potrzeb nowego stanowiska wrodzone cechy osobowości?
Tutaj, w ciągu zaledwie kilku minut można poznać człowieka lepiej, niż podczas godzin rekrutacji czy obserwacji w pracy. Zastanawiam się nieraz, czy dana osoba nie pojawi się kiedyś w moim gabinecie z cv w dłoni, mając nadzieję, na dołączenie do zespołu…
sobota, 9 marca 2019
Mordor, czyli dzień z życia Orka – „Piotr”
– Piotrze. Twój zespół w tym roku ponownie uzyskał najlepsze wyniki w kraju.
Mężczyzna uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
– Cóż. Można się przyzwyczaić i do tego.
– Jak ty to właściwie robisz? Każdy z zespołów, który prowadzisz doprowadzasz na szczyt. Ile to już lat jesteś w branży?
– Wygląda na to, że ponad dwadzieścia.
– Powiedz mi proszę, co jest tajemnicą twojego sukcesu?
Piotr zastanawiał się przez dłuższą chwilę
– Myślę, że ludzie – powiedział wreszcie. – Zawsze otaczałem się wspaniałymi, choć trudnymi ludźmi, a oni robili resztę. Po prostu mam szczęście do współpracowników.
– Hmm. Od dwudziestu lat?
– Zdarzyło mi się kilka razy pożegnać z tymi, którzy nie pasowali do zespołu – zabrzmiało to trochę tak, jakby się tłumaczył. – Tak. Myślę, że to właśnie jest tą tajemnicą, o którą pytasz. Zawsze staram się zbudować grupę ludzi, którzy potrafią wykrzesać z siebie trochę więcej niż inni.
– Nadal mam wątpliwości. To się może sprawdzić raz, dwa razy ale nie za każdym razem. Musi być w tym coś więcej.
Tym razem mężczyzna długo nie odpowiadał. Popatrzył w dal, jak gdyby przywołując dawne wspomnienia.
– Może i masz rację. Zbudowanie wspaniałego zespołu jest podstawą przyszłego sukcesu. Jednakże, aby mógł on utrzymywać wysoki poziom potrzebne jest coś więcej.
– Co to takiego?
– Zaufanie. Wiara w każdego indywidualnego członka grupy. Budowanie jego pewności siebie i poczucia, że może stać się jeszcze lepszym. A, co jest najważniejsze, to spowodowanie, że będzie mu się chciało wspiąć na ten szczyt.
– To bardzo ciekawe co mówisz. Ale w jaki sposób można tego dokonać?
Piotr zaśmiał się.
– Zazwyczaj wystarczy pokazać konsekwencje pozostawania pośrodku, lub w dole rankingu. A następnie zestawić to ze świadomością przywilejów i satysfakcji wynikających z osiągnięcia najwyższych pozycji. Oczywiście za sukcesem zawsze stoi określona cena. Aby być lepszym od innych trzeba pracować albo ciężej niż inni, albo mądrzej od nich. Na początku trzeba robić jedno i drugie. Jednak, aby człowiek chciał zapłacić tę cenę, to musi bardzo pragnąć tej nagrody. Będąc na szczycie jesteś ostatni do zwolnienia, pierwszy do awansu. Możesz liczyć na podwyżki i awans, jeśli do takiego dążysz. Nie wspominając już o zwykłej, ludzkiej satysfakcji.
– Czy jest coś jeszcze?
Tym razem mężczyzna spojrzał mi głęboko w oczy.
– Musisz dać ludziom wolność. Jeśli ktoś sam nie zechce piąć się do góry, nie pomoże mu w tym ani twoja nadmierna kontrola, ani kary, ani próby znalezienia sposobów na zmotywowanie go do pracy. Zrób wszystko co w twojej mocy aby odnaleźć tę iskrę, która rozpali zapał konkretnego człowieka, a następnie nie przeszkadzaj mu w osiąganiu jego sukcesu. Jeśli tego potrzebuje, to mu oczywiście dopomóż w tym miejscu, gdzie ma niedobory wiedzy czy doświadczenia. Jednakże pozostaw mu przestrzeń. Każdy pracuje w inny sposób. Jeśli uda ci się ułożyć wszystkie elementy tej układanki w całość, to osiągniecie wspólnie sukces.
– Wielu ludzi oczekuje jednak kontroli, pewności, że ktoś ich obserwuje i zauważa tak ich sukcesy jak i błędy.
– Oczywiście. Czyń to jednak w sposób, który nie zaburzy ich strefy niezależności, poczucia wolności i decydowania o sobie. Przynajmniej ja tak uważam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



