– Nie mogę w to uwierzyć. Przepracowałam w tej firmie ponad 20 lat, a oni teraz wyrzucają mnie na bruk. Poświęciłam im moją młodość, marzenia, a nawet moją rodzinę.
Głos Marii wyraźnie drżał. Dosiadła się do mojego stolika w kawiarence i zamówiła koniak, aby uspokoić skołatane nerwy. Nie wiem dlaczego wybrała akurat mnie. Nie znaliśmy się aż tak dobrze. Może inni byli jej jeszcze bardziej obcy…
Przez chwilę milczała, po czym zaczęła mówić dalej.
– Czy uwierzysz, że zdecydowałam się mieć tylko jedną córkę po to, abym mogła w pełni poświęcić się pracy. Często nie było mnie w domu. Zaniedbałam więc jej wychowanie. Pracowałem po dwanaście, czasami szesnaście godzin dziennie. Cały moje życie oddałam tej korporacji. Nie mogę uwierzyć, że mogli być tak bezwzględni. Restrukturyzacja – powiedziała z przekąsem.
– Przykro mi – wydukałem nie bardzo wiedząc jak mam się zachować ani co powiedzieć. Kobieta była dla mnie filarem tej firmy i wzorem przez ostatnie kilka lat. Kolejne minuty przesiedzieliśmy już w ciszy. Wreszcie pożegnała się ze mną i odeszła.
Po chwili ktoś inny dosiadł się do mojego stolika. Stary menedżer pracujący w tej firmie pewnie dłużej niż ona.
– Co ona wygaduje? Dwadzieścia lat była dyrektorem, zarabiała furę pieniędzy, spędzała wakacje w najdroższych kurortach świata, a teraz żałuje, ze nie miała życia osobistego? Sama sobie przecież wybrała ten los. Była wolnym człowiekiem.
Wzruszyłem ramionami.
– Może myślała, ze korporacja zastąpi jej rodzinę i spędzi w niej życie do emerytury albo nawet dłużej?
– Dobra rzecz pomarzyć. Jednak każdy sen kiedyś się kończy.
