poniedziałek, 28 września 2020

Mordor. Dzień z życia Orka. „Poświeciłam im wszystko.”

 


– Nie mogę w to uwierzyć. Przepracowałam w tej firmie ponad 20 lat, a oni teraz wyrzucają mnie na bruk. Poświęciłam im moją młodość, marzenia, a nawet moją rodzinę.

Głos Marii wyraźnie drżał. Dosiadła się do mojego stolika w kawiarence i zamówiła koniak, aby uspokoić skołatane nerwy. Nie wiem dlaczego wybrała akurat mnie. Nie znaliśmy się aż tak dobrze. Może inni byli jej jeszcze bardziej obcy…

Przez chwilę milczała, po czym zaczęła mówić dalej.

– Czy uwierzysz, że zdecydowałam się mieć tylko jedną córkę po to, abym mogła w pełni poświęcić się pracy. Często nie było mnie w domu. Zaniedbałam więc jej wychowanie. Pracowałem po dwanaście, czasami szesnaście godzin dziennie. Cały moje życie oddałam tej korporacji. Nie mogę uwierzyć, że mogli być tak bezwzględni. Restrukturyzacja – powiedziała z przekąsem.

– Przykro mi – wydukałem nie bardzo wiedząc jak mam się zachować ani co powiedzieć. Kobieta była dla mnie filarem tej firmy i wzorem przez ostatnie kilka lat. Kolejne minuty przesiedzieliśmy już w ciszy. Wreszcie pożegnała się ze mną i odeszła.

Po chwili ktoś inny dosiadł się do mojego stolika. Stary menedżer pracujący w tej firmie pewnie dłużej niż ona.

– Co ona wygaduje? Dwadzieścia lat była dyrektorem, zarabiała furę pieniędzy, spędzała wakacje w najdroższych kurortach świata, a teraz żałuje, ze nie miała życia osobistego? Sama sobie przecież wybrała ten los. Była wolnym człowiekiem.

Wzruszyłem ramionami.

– Może myślała, ze korporacja zastąpi jej rodzinę i spędzi w niej życie do emerytury albo nawet dłużej?

– Dobra rzecz pomarzyć. Jednak każdy sen kiedyś się kończy.

sobota, 26 września 2020

Mordor. Dzień z życia Orka. „To tylko kolejna przygoda.”

 


– Serdecznie gratuluję. Kolejna nagroda za wyniki. Znowu jesteś najlepszy w Europie.

Waldemar uśmiechnął się z wdzięcznością i uścisnął mą wyciągniętą dłoń. Nosił obecnie szeroką brodę poprzeszywaną płatkami siwizny, która w połączeniu z okularami w grubych oprawach nadawała mu wygląd jakiegoś mędrca czy guru.

– Można się przyzwyczaić – zażartował.

– Poważnie. To naprawdę niezwykłe osiągnięcie. Jak ci się udaje tego dokonywać raz po raz?

Wzruszył ramionami.

– Robię to co lubię i co według mnie ma sens. Czego chcieć więcej? Wiesz, – jego twarz spoważniała – czasem na zewnątrz widać jedynie sukcesy i dyplomy. To miłe, ale niewiele osób zastanawia się nad ceną, jaką trzeba zapłacić za ich osiągnięcie.

– Myślę, że to oczywiste, że takie wyniki nie pojawiają się z niczego. Z pewnością potrzebna jest ciężka praca i pot…

Waldemar pokręcił głową.

– Nie zrozumiałeś mnie. Po tylu latach pracy w tej dziedzinie, po osiągnięciu tylu sukcesów ale i jeszcze większej ilości porażek, co wielu dostrzega ale niewielu odważa się komentować, zresztą zupełnie niesłusznie, bo są one zazwyczaj cennymi lekcjami, z których można czerpać więcej niż z sukcesów, zaczynasz traktować to wszystko jako zwykłą codzienność, rutynę. Ujmę to w sten sposób; każda porażka czy odniesione zwycięstwo to już teraz dla mnie po prostu kolejna przygoda. Wzgórze czy dołek na ścieżce, którą przechodzę tysięczny raz. Nie, żeby mi nie sprawiało przyjemności otrzymanie kolejnego dyplomu. Rzecz w tym, że istotniejszy jest dla mnie sam fakt przemierzania tej ścieżki, codzienna radość z tego co robię i gdzie jestem.

– Kolejna przygoda?

– W pracy, w życiu, w sporcie, w hobby. Każda porażka czy sukces jest po prostu kolejnym przystankiem w tej podróży jaką jest życie. Dawno przestałem się przejmować tym, że coś mi nie wyszło. Analizuję to, wyciągam wnioski, śmieję się z błędów jakie popełniłem i idę dalej. Zupełnie tak samo traktuję sukcesy. Ważne jest, żeby mieć siły iść do przodu, niezależnie od tego, ile przygód po drodze nas spotyka.

Drogę na biurowy parking przeszliśmy już w ciszy. Musiałem sobie przemyśleć to, co od niego usłyszałem.

piątek, 25 września 2020

„Niezapominajki” – recenzja książki.

 



Dzięki „wymianie autorskiej” stałem się posiadaczem książki z piękną dedykacją  Moniki Fudali pt. Niezapominajki.

Jest to opowieść o chłopcu, młodym mężczyźnie, który na progu dorosłości musi zmierzyć się z utratą ukochanej siostry będącej mu inspiracją i wsparciem w dotychczasowym życiu. Codziennie przychodzi na cmentarz by przeżywać swą boleść, aż pewnego dnia spotyka tam kogoś, kto może odmienić jego życie. Wbrew pozorom autorka nie wprowadza nas w świat romansu, lecz mroczną krainę cierpienia, pełną tajemniczych i nieco przerażających postaci ale też i nadziei.

Książka pomimo trudnego tematu, napisana jest lekko i zgrabnie. Widoczne jest doświadczenie autorki. Mnie osobiście ujęło prowadzenie fabuły w sposób nie pozwalający czytelnikowi na chwilę spokojnego oddechu nawet przy malowniczo rozwijanych najbardziej niewinnych obrazach. Na każdej kolejnej karcie powieści spodziewamy się, że groza czyhająca tuż za rogiem, nagle się nam ukaże. I choć osobiście nie przepadam za opowieściami z dreszczykiem, to ta pozycja naprawdę mnie ujęła. Serdecznie polecam.