sobota, 16 marca 2019

Mordor. Dzień z życia Orka. „Terminal”


Mógłbym dokonywać rekrutacji po prostu obserwując zachowanie drugiego człowieka podczas kontroli bezpieczeństwa na lotnisku. Czasem myślę sobie, że zamiast organizować kosztowne i żmudne Assessment Center, można po prostu pójść z kimś na lotnisko.
Spoglądam właśnie na młodą kobietę, która blokuje linię układając powoli swoje rzeczy w skrzynkach, podczas, gdy taśma przed nią jest pusta, a za nią stoi kolejka kilkunastu osób spieszących się na swoje loty. Mam też przed oczyma starszego mężczyznę, który starannie układa swoje ubrania. Nie spieszy się, ale też płynnie przesuwa dalej wypełnione już skrzynki, aby uczynić miejsce dla kolejnej osoby. Pamiętam też wyraźnie młodego człowieka, który zdjął wcześniej swe wierzchnie okrycie i wyjął laptop z torby, dzięki czemu ułożenie wszystkiego w skrzynkach zabrało mu nie więcej, niż kilkanaście sekund.
Zastanawiam się, ile czasu potrzeba zwykle, aby człowiek podczas rozmowy rekrutacyjnej albo podczas pierwszych tygodni, czy może wręcz miesięcy nowej pracy, zrzucił wreszcie z siebie nałożone przedtem maski i ukazał swoje prawdziwe oblicze, z którym będziemy zmuszeni mierzyć się potem być może nawet przez całe lata wspólnej pracy? Karnawałowe maski skrywające egoizm, brak empatii dla innych, ubytek zrozumienia potrzeb otaczających nas ludzi, nieumiejętność przewidywania konsekwencji swoich działań czy po prostu zbyt mocno naciągnięte dla potrzeb nowego stanowiska wrodzone cechy osobowości?
Tutaj, w ciągu zaledwie kilku minut można poznać człowieka lepiej, niż podczas godzin rekrutacji czy obserwacji w pracy. Zastanawiam się nieraz, czy dana osoba nie pojawi się kiedyś w moim gabinecie z cv w dłoni, mając nadzieję, na dołączenie do zespołu…

sobota, 9 marca 2019

Mordor, czyli dzień z życia Orka – „Piotr”


– Piotrze. Twój zespół w tym roku ponownie uzyskał najlepsze wyniki w kraju.
Mężczyzna uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
– Cóż. Można się przyzwyczaić i do tego.
– Jak ty to właściwie robisz? Każdy z zespołów, który prowadzisz doprowadzasz na szczyt. Ile to już lat jesteś w branży?
– Wygląda na to, że ponad dwadzieścia.
– Powiedz mi proszę, co jest tajemnicą twojego sukcesu?
Piotr zastanawiał się przez dłuższą chwilę
– Myślę, że ludzie – powiedział wreszcie. – Zawsze otaczałem się wspaniałymi, choć trudnymi ludźmi, a oni robili resztę. Po prostu mam szczęście do współpracowników.
– Hmm. Od dwudziestu lat?
– Zdarzyło mi się kilka razy pożegnać z tymi, którzy nie pasowali do zespołu – zabrzmiało to trochę tak, jakby się tłumaczył. – Tak. Myślę, że to właśnie jest tą tajemnicą, o którą pytasz. Zawsze staram się zbudować grupę ludzi, którzy potrafią wykrzesać z siebie trochę więcej niż inni.
– Nadal mam wątpliwości. To się może sprawdzić raz, dwa razy ale nie za każdym razem. Musi być w tym coś więcej.
Tym razem mężczyzna długo nie odpowiadał. Popatrzył w dal, jak gdyby przywołując dawne wspomnienia.
– Może i masz rację. Zbudowanie wspaniałego zespołu jest podstawą przyszłego sukcesu. Jednakże, aby mógł on utrzymywać wysoki poziom potrzebne jest coś więcej.
– Co to takiego?
– Zaufanie. Wiara w każdego indywidualnego członka grupy. Budowanie jego pewności siebie i poczucia, że może stać się jeszcze lepszym. A, co jest najważniejsze, to spowodowanie, że będzie mu się chciało wspiąć na ten szczyt.
– To bardzo ciekawe co mówisz. Ale w jaki sposób można tego dokonać?
Piotr zaśmiał się.
– Zazwyczaj wystarczy pokazać konsekwencje pozostawania pośrodku, lub w dole rankingu. A następnie zestawić to ze świadomością przywilejów i satysfakcji wynikających z osiągnięcia najwyższych pozycji. Oczywiście za sukcesem zawsze stoi określona cena. Aby być lepszym od innych trzeba pracować albo ciężej niż inni, albo mądrzej od nich. Na początku trzeba robić jedno i drugie. Jednak, aby człowiek chciał zapłacić tę cenę, to musi bardzo pragnąć tej nagrody. Będąc na szczycie jesteś ostatni do zwolnienia, pierwszy do awansu. Możesz liczyć na podwyżki i awans, jeśli do takiego dążysz. Nie wspominając już o zwykłej, ludzkiej satysfakcji.
– Czy jest coś jeszcze?
Tym razem mężczyzna spojrzał mi głęboko w oczy.
– Musisz dać ludziom wolność. Jeśli ktoś sam nie zechce piąć się do góry, nie pomoże mu w tym ani twoja nadmierna kontrola, ani kary, ani próby znalezienia sposobów na zmotywowanie go do pracy. Zrób wszystko co w twojej mocy aby odnaleźć tę iskrę, która rozpali zapał konkretnego człowieka, a następnie nie przeszkadzaj mu w osiąganiu jego sukcesu. Jeśli tego potrzebuje, to mu oczywiście dopomóż w tym miejscu, gdzie ma niedobory wiedzy czy doświadczenia. Jednakże pozostaw mu przestrzeń. Każdy pracuje w inny sposób. Jeśli uda ci się ułożyć wszystkie elementy tej układanki w całość, to osiągniecie wspólnie sukces.
– Wielu ludzi oczekuje jednak kontroli, pewności, że ktoś ich obserwuje i zauważa tak ich sukcesy jak i błędy.
– Oczywiście. Czyń to jednak w sposób, który nie zaburzy ich strefy niezależności, poczucia wolności i decydowania o sobie. Przynajmniej ja tak uważam.