Mógłbym dokonywać rekrutacji po prostu obserwując zachowanie drugiego człowieka podczas kontroli bezpieczeństwa na lotnisku. Czasem myślę sobie, że zamiast organizować kosztowne i żmudne Assessment Center, można po prostu pójść z kimś na lotnisko.
Spoglądam właśnie na młodą kobietę, która blokuje linię układając powoli swoje rzeczy w skrzynkach, podczas, gdy taśma przed nią jest pusta, a za nią stoi kolejka kilkunastu osób spieszących się na swoje loty. Mam też przed oczyma starszego mężczyznę, który starannie układa swoje ubrania. Nie spieszy się, ale też płynnie przesuwa dalej wypełnione już skrzynki, aby uczynić miejsce dla kolejnej osoby. Pamiętam też wyraźnie młodego człowieka, który zdjął wcześniej swe wierzchnie okrycie i wyjął laptop z torby, dzięki czemu ułożenie wszystkiego w skrzynkach zabrało mu nie więcej, niż kilkanaście sekund.
Zastanawiam się, ile czasu potrzeba zwykle, aby człowiek podczas rozmowy rekrutacyjnej albo podczas pierwszych tygodni, czy może wręcz miesięcy nowej pracy, zrzucił wreszcie z siebie nałożone przedtem maski i ukazał swoje prawdziwe oblicze, z którym będziemy zmuszeni mierzyć się potem być może nawet przez całe lata wspólnej pracy? Karnawałowe maski skrywające egoizm, brak empatii dla innych, ubytek zrozumienia potrzeb otaczających nas ludzi, nieumiejętność przewidywania konsekwencji swoich działań czy po prostu zbyt mocno naciągnięte dla potrzeb nowego stanowiska wrodzone cechy osobowości?
Tutaj, w ciągu zaledwie kilku minut można poznać człowieka lepiej, niż podczas godzin rekrutacji czy obserwacji w pracy. Zastanawiam się nieraz, czy dana osoba nie pojawi się kiedyś w moim gabinecie z cv w dłoni, mając nadzieję, na dołączenie do zespołu…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz