Moim skromnym zdaniem, proces pisania niezwykle przypomina czytanie książki. Bardzo podobne są powiązane z nim emocje i nasze oczekiwania. Tu i tam pragniemy dowiedzieć się, czy bohater zasłuży sobie na nagrodę i czym ona będzie? Jakie będzie zakończenie tej powieści? Smutne czy radosne? Czy zaskoczy nas fabuła, a główne postacie będą miały złożone charaktery, jakie lubimy i czy zdołamy się z nimi zidentyfikować?
Oczywiście można powiedzieć, że to nie jest do końca prawda. W końcu autor ma łatwiej, bo to on przecież o tym wszystkim decyduje. Czy aby tak jest na pewno?
Skupię się teraz na swoim własnym przykładzie. Przecież nie mogę zajrzeć w głowy innych powieściopisarzy i nie mogę założyć, że każdy z nich tworzy sposób podobny do mojego. Jestem nawet zupełnie przekonany, że tak nie jest. Poza tym, tak będzie z pewnością uczciwiej. Wobec tego przyjmijcie moje słowa, jako subiektywne postrzeganie Artura i nic więcej.
Otóż prawdą jest, że zanim zacznę wypełniać książkę treścią, to skupiam się na przygotowaniu szczegółowego konspektu dzieła. Określam w nim zarys jego fabuły, opisuję cechy głównych postaci, tworzę plan i sugestię treści kolejnych rozdziałów oraz pracuję nad zakończeniem powieści. Wydaje się to jasne i oczywiste? Niestety wcale takim nie jest. Ale po kolei.
Bohaterowie zmieniają się w trakcie podróży, jaką jest ich życie w opowiadaniu. Oczywiście na tym polega moja rola jako autora, aby ukazać, że to co robimy może nas uszlachetnić i poprawić. Jednakże na pewnym etapie pisania okazuje się, że jedna z postaci, np. niezbyt rozgarnięta wojowniczka opanowana pasją walki ze wszystkimi, którzy nie podzielają jej poglądów, ewoluuje sama z siebie. Pod wpływem emocji, które przeżywa albo zdarzeń, które ją odmieniają. I wtedy, pomimo tego, że cale tego wcześniej nie planowałem, jestem zmuszony zmienić charakter tej bohaterki. Podobnie jak jej dalsze losy. W ten oto sposób to powieść wpłynęła na pisarza. Podobnie jak w książce, kiedy nagle przemiana głównego bohatera zmienia naszą o nim opinię i zaczynamy go już trochę lubić, podczas gdy wcześniej życzyliśmy mu jak najgorzej.
Zakończenie powieści może zaskoczyć również autora. Niby wszystko jest już ustalone. Główne role rozdane. Wytyczony został los bohaterów i wiadomo już przecież, w którym rozdziale nić życia danej postaci zostanie przecięta i kogo wybierze za męża niedostępna księżniczka. Jednakże nic bardziej mylnego. Nieraz zdarzyło mi się wykasować cały rozdział aby na nowo ożywić bohatera, którego za bardzo polubiłem albo zapragnąłem oszczędzić cierpienia zakochanej w nim głównej bohaterce. A zmieniając jeden fragment, jestem zmuszony do poprawienia całego wątku. Trochę tak, jak w prawdziwej historii naszego życia; gdybyśmy byli w stanie zmienić jakiś kluczowy jego element, to czyż cała jego reszta nie potoczyła się inaczej?
Mógłbym tak ciągnąc jeszcze długo ale mam nadzieję, że macie już obraz tego, czym chciałem się z wami podzielić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz