czwartek, 8 listopada 2018

„Cierpienie nietworzenia, czyli skąd wziąć czas na pisanie.”


Słyszymy od czasu do czasu o cierpieniu tworzenia. O bólu, który rodzi się, gdy autor utknął w pewnym punkcie powieści i nie może ruszyć dalej, gdyż zbuntowali mu się wszyscy bohaterowie, ten pozytywny jak i Schwarz charakter. O męce dobrania właściwego słowa, kiedy żadne nie chce wpasować się w kompozycję i rytm zdania. Ja wylałem niegdyś łzy musząc uśmiercić głównego bohatera, a przyznam, że innym razem zdecydowałem się przepisać cały rozdział, aby do tego nie dopuścić.
Dziś jednak napiszę o męce nietworzenia. O sytuacji, w której powtarzając za Terry’m Pratchetem, cząstka natchnienia, geniuszu mknie poprzez wszechświat, aż w jednym ze światów multiwersum spada na nic niespodziewającego się osobnika, a człowiek ten zatrzymując wokół siebie świat i skupiając się na powstającym w tej chwili w jego umyśle dziele, zdaje sobie sprawę, że właśnie spieszy się do pracy i nie będzie w stanie pracować nad tym pomysłem.
Kiedyś napisałem taki wiersz:
Piszę by żyć by gasić żar który nie ustaje
Choć czasem przysypia
Na chwilę odczuwam ulgę
Lecz wkrótce znów powraca podmuch
Który przemienia żar w płomień
palący me wnętrze
I wtedy piszę
…by żyć
Pojawiają się takie chwile, kiedy umysł wypełnia nam się treścią. Słowami, zdaniami, całymi rozdziałami, które domagają się natychmiastowego uwolnienia. A my nie możemy im na to pozwolić. Z braku czasu, z braku papieru, komputera, chwili spokoju, kawy…
Ten stan przypomina nieco sytuację, gdy zanurzamy się w nowej opowieści ulubionego autora i zdajemy sobie sprawę, że jest już druga w nocy, a budzik nastawiliśmy na szóstą rano. Drżącą dłonią wkładamy zakładkę i udajemy się na spoczynek, długo w noc jeszcze przeżywając przygody bohaterów. Jednakże wieczorem kolejnego dnia albo nawet za tydzień, otworzymy książkę na stronie, gdzie przerwaliśmy i znowu rzucimy się w ten czarowny zmyślony świat.


W przypadku burzy twórczej, kłębiących się chmur wyobraźni, grożących wyładowaniem błyskawic imaginacji, sprawa ma się niestety gorzej. Pozostaje świadomość, że jeśli nie uda nam się natychmiast przelać dzieła na papier, albo przynajmniej nośnik elektroniczny, to ta cząstka natchnienia, geniuszu nie zagnieździ się w nas wystarczająco mocno i uleci dalej, zanim jeszcze zdążymy ją rozwinąć. I wtedy właśnie przeżywamy męki nietworzenia. Cierpienie rozhulanej wyobraźni. Ból oczekiwania na spełnienie.
Jedynym rozwiązaniem, jakie dotąd znalazłem, jest szybkie zapisywanie pomysłów, a następnie praca nad nimi w kolejnych dniach. Chociaż stronę, chociaż kilka słów, aż pojawi się kształt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz