sobota, 1 grudnia 2018

Optymalna wielkość powieści?



Niektórzy ludzi odkładają książkę, gdy przekracza ona trzysta stron, inni zaś cierpią, gdy po przejściu siedmiuset, zdają sobie nagle sprawę z tego, że zbliżają się już ku jej końcowi. Ilu ludzi, tyle jest podejść do tego tematu. Spróbujmy jednak odnaleźć kilka wskazówek, które mogłyby nas naprowadzić na właściwą odpowiedź.
Niektórzy autorzy mają problem z wyjściem powyżej trzydziestu tysięcy słów, inni natomiast po napisaniu ośmiuset stron, uznają, że nie zbliżają się jeszcze do połowy tego, co chcieliby przekazać swoim czytelnikom. Myślę, że niewłaściwe  w tej kwestii, jak zresztą w każdej innej, jest jakiekolwiek ekstremum. Jeżeli powieść będzie zbyt krótka, pozostawi po sobie uczucie nienasycenia i zawodu. Jeśli będzie zbyt długa, to wielu ludzi odłoży ją na półkę bez czytania, obawiając się, że w świecie, w którym czas jest na wagę złota, poświęcanie tygodnia na powieść, jest po prostu niemożliwe albo opuści ją w trakcie lektury, kiedy ta czytelnika po prostu znudzi lub zniechęci swoją obszernością.
Ja należę do tych „piszących”, którzy po napisaniu stu stron w formacie A4, zastanawiają się, czy pozostało tu jeszcze coś istotnego do dodania. Okazuje się jednak, że już przy pierwszym czytaniu, książka urasta z 30 000 do 50 000 słów, czyli około 300 – 350 000 znaków (co było na przykład standardem w Ameryce na początku XX wieku). Po kolejnych fazach szlifowania dzieło może powiększyć się nawet o około 50%, ale wtedy przychodzi czas na cięcia, bo prawie zawsze, po kilku tygodniach przerwy i zdobyciu świeżej perspektywy, pewne fragmenty wydają się po prostu niepotrzebne.
Pozostaje jeszcze jedna niezwykle istotna sprawa; wymagania wydawnictwa. Opublikowanie książki, która ma trzysta stron, jest znacznie łatwiejsze i tańsze niż tej, która ma stron sześćset. Wielu uznanych autorów przyzwyczaiło nas do powieści dużych formatów, jednak spójrzmy prawdzie w oczy: jeśli nie posiadasz jeszcze rozpoznawalnego nazwiska i nie czeka na twoją nową książkę rzesza przynajmniej kilkudziesięciu tysięcy fanów, to raczej nie licz na to, że ktoś zainwestuje w młodego autora dużo pieniędzy. Nie wspomnę już o sytuacji, gdybyś chciał wydać książkę we własnym sumpcie.
Ktoś policzył, że książki wydawane dzisiaj są o około dwadzieścia pięć procent dłuższe, niż było to jeszcze piętnaście lat temu, a o pięćdziesiąt procent od tych sprzed pół wieku. Pamiętam dobrze książki Rogera Żelaznego, czy Ursuli le Guin, które miały między sto pięćdziesiąt, a trzysta stron. I nikomu to nie przeszkadzało. Dziś, gdy napisałem książkę Sen Henny w dwóch tomach (łącznie ponad osiemset stron, więcej niż milion znaków), to pojawiły się komentarze, że jak na powieść fantasy, tomy są zdecydowanie za krótkie (moje wydawnictwo sugerowało mocno, abym rozbił ją na trzy części) (Świat Henny, czyli poprawiona wersja Snu Henny w jednym tomie, liczyła już 700 stron i wydana została jedynie w formie e-booka; uznajmy to za pewien kompromis). I to jest fakt, który również powinniśmy wziąć pod uwagę przygotowując nasze dzieło dla czytelników, którzy mają prawo mieć swoje upodobania i preferencje. Zapewne biorąc pod uwagę wszystkie te względy, niektóre wydawnictwa mają własne kryteria i uznają za absolutne minimum 300 000 znaków na powieść, inne nawet 400 000. Powyżej siedmiuset stron pojawia się również aspekt techniczny dotyczące trudności wydrukowana takiej książki.
Osobiście uważam, że powieść powinna mieć po prostu długość wystarczającą na pełne rozwinięcie wszystkich zaplanowanych wątków, bez zbędnego owijania wszystkiego watą, oby tylko książka była grubsza. Jeżeli potrzebujesz do tego większej ilości tekstu, to świetnie, z pewnością znajdą się czytelnicy, którzy to docenią. Jeśli natomiast powiedziałeś już wszystko na dwustu stronach, to nie zmuszaj się, aby koniecznie powiększyć objętość swojego dzieła. Gwarantuję ci, że znajdę się i tacy czytelnicy, którzy docenią twoją zwięzłość i z przyjemnością zabiorą twoją książkę w nudną dwudniową delegację. Oczywiście podtrzymuję moją podstawową tezę, o nie przekraczaniu ekstremów w żadną stronę, ale o tym już przecież napisałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz