Spotkałem go w Złotych Tarasach. Uśmiechnąłem się szeroko na jego widok i wyciągnąłem dłoń.
– Kopę lat. Jak ci się wiedzie? Istnieje życie poza korporacją?
Uścisnęliśmy sobie ręce.
– Napijesz się ze mną kawy?
Mój stary kolega skrzywił się nieco.
– Nie mogę. Biegnę do domu.
– Co tu robisz? Wybrałeś się na zakupy świąteczne? Słyszałem, że wyprowadziłeś się z Warszawy.
– To prawda. Już od kilku lat tu nie mieszkam. Dzisiaj przyjechałem tu specjalnie na rozmowę kwalifikacyjną na „Prodakta”. Właśnie z niej wyszedłem.
Zdziwiłem się nieco. Gdy widzieliśmy się ostatnim razem, zapewniał mnie solennie, że już nigdy więcej nie powróci do korporacyjnego świata. Wzruszyłem ramionami. Wokół nas sączyła się jakaś świąteczna muzyka i mijały nas tłumy spieszących się ludzi z rękami wypełnionymi torebkami. Zapewne prezentów. W powietrzu unosił się zapach świeżo zaparzanej kawy z pobliskiej kafejki. Stąd zapewne moja propozycja. Podprogowe programowanie.
Kolega zapewne zauważył zdziwienie na mojej twarzy, bo zaczął się tłumaczyć.
– Wiesz. Nie jest źle. Większość czasu pracuję koło domu, przy tej naszej minifarmie. Dorabiam sobie trochę na szkoleniach. Moja żona pracuje ze mną. Razem też zajmujemy się dziećmi i domem. Dokładnie tak, jak to sobie wymarzyliśmy. To naprawdę cudowne życie.
Moja mina spowodowała, że kontynuował.
– Ty nie rozumiesz. To jest jak odstawienie heroiny – jego głos począł drżeć. – To już dwa lata. To, co uzbieraliśmy wcześniej na koncie pomogło nam przetrwać ten trudny okres zmiany nawyków. Mówię ci, że było ciężko. Teraz jest już lepiej. Skuteczniej kontrolujemy budżet. Nie mamy też na szczęście żadnych długów. – Machnął ręką. – Ale to chodzi o coś innego. Ja po prostu chciałbym poczuć to jeszcze raz.
– Poczuć to jeszcze raz? – Nadal nie bardzo rozumiałem, co chciał mi powiedzieć.
– Te pieniądze w kieszeni, kiedy nie musisz się zastanawiać, czy stać cię na pójście do kina w tym miesiącu i czy możesz sobie pozwolić na nową książkę. To poczucie satysfakcji, gdy idziesz z klientem do ulubionej restauracji i płacisz służbową kartą kredytową. Ten komfort, gdy nie interesuje cię, ile spalasz na autostradzie, gdy pędzisz, ile masz koni pod maską. To właśnie chciałbym poczuć jeszcze raz.
Zastanowiłem się nad jego słowami. Przypomniała mi się jednak nasza rozmowa sprzed jego decyzji o opuszczeniu Mordoru.
– Ale przecież twoje małżeństwo omal się nie rozpadło. Dzieciaki chowały się przed tobą, gdy wracałeś z delegacji…
Opuścił na chwilę głowę, ale zaraz podniósł wzrok i spojrzał mi prosto w oczy.
– Tym razem będzie inaczej. Wtedy po prostu przesadzałem i nie potrafiłem poukładać sobie tego wszystkiego jak należy. Teraz mam już doświadczenie. OK. Muszę gnać na pociąg. Do zobaczenia.
– Powodzenia.
Patrząc jak odchodził, miałem wrażenie, że jego plecy są jakby bardziej pochylone niż wcześniej. Może to wiek?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz